niedziela, 29 marca 2015

Smutna prawda - tracę szacunek do dziennikarzy/reporterów, a może do mediów w ogóle.

Może w tytule powinnam ująć to "dziennikarzy/reporterów', co by niektórych niepotrzebnie nie obrazić, nie skrzywdzić... Tylko chyba już sama nie wiem jak wielu jest dziennikarzy a jak wielu "dziennikarzy". Czy aby teraz ci drudzy nie dominują nad pierwszymi.

Skąd ta niechęć?

Od zawsze lubiłam być na bieżąco. Ciekawiło mnie co się dzieje na świecie, w Polsce, w mojej okolicy. Lubiłam serwisy informacyjne, poczytać prasę poświęconą temu co w trawie piszczy. Ale od pewnego czasu wyjątkowo męcząco towarzyszyło mi wrażenie:
"Znowu to samo?"
"Jak długo można to wałkować?"
"Po co mówić o takich głupotach, gdy dzieje się tyle innych rzeczy?
"Czemu ten dziennikarz piąty raz zadaje to samo pytanie?"
I coraz rzadziej wrzucałam kanał informacyjny, bo przestały spełniać moje oczekiwania. Potrafiłam ograniczyć się do wieczornych "Faktów" albo "Wiadomości".
Po co miałam w ciągu dnia poświęcać jakąkolwiek chwilę na ich programy skoro odgrzewają kotlety? Ja rozumiem, że wybuch gazu to tragedia, że rządowy samolot też, ale litości... mamy inne problemy, które faktycznie są długofalowe i które mogłyby być poruszane dzień w dzień a temat nie byłby wyczerpany.

Co było kolejną cegiełką?

W pewnym momencie poczułam obrzydzenie widząc, że coraz częściej przekazuje nam się manipulacyjną papkę. Tylko co to za manipulacja, w której odbiorca połapał "o co kaman" i wyłącza telewizję, zamyka gazetę?
Zawsze byłam przekonana, że dziennikarstwo to pewna misja. Że wykonują je ludzie, którzy są zwolennikami prawdy, faktów i że tego pilnują. Gdzieś mi się zakodowało że miarą profesjonalnego dziennikarstwa jest obiektywizm, objawiający się np tym, że podczas prezentowania informacji nie pozwala się na odsłonięcie swojej opinii, odczuć, oceny. Bo to już narzuca odbiorcy tor myślenia, nie pozostawia pełnego miejsc do wykształcenia własnego poglądu. Szczególnie gdy weźmiemy na tapetę odbiorcę, który nie zastanawia się nad tym kto, co i w jaki sposób mu podaje.
A ostatnio wszędzie się z tym spotykam. Oglądam wywiad z politykiem i czuję niechęć jednego do drugiego, uszczypliwe komentarze. Czytam gazetę i mam wrażenie, że wszystkie artykuły poświęcone są hejtowi na jedną partię. Żeby zebrać odrobinę miarodajnych faktów musiałabym sięgnąć po kilka tytułów, każdy przychylny innej opcji. Może jestem naiwna, al myślałam, że to inaczej powinno funkcjonować.

Co mnie wyjątkowo rozczarowało?

Ale powiedzmy, że rozumiem, że tak to już jest - są stacje/audycje/gazety będące przychylnym takim a nie innym ludziom. Jest X mediów puszczających oko do X polityków. Ale poza polityką mamy zwykłe życie. A ono zasługuje na uwagę mediów tylko gdy jest krwawe, bolesne, niesprawiedliwe, złe i pełne nieszczęścia. Biorąc chociażby ostatni wypadek niemieckiego samolotu. Kiedy pojawiły się pierwsze relacje, pamiętam powtarzające się zdania "MSZ nie potwierdza, by na pokładzie samolotu byli Polacy. ALE TO NIE SĄ JESZCZE OFICJALNE INFORMACJE". Słucham i nie wierzę. Jak to? To  ktoś ma nadzieję, że te dane się zmienią? Że jednak jakiś Polak znajdzie się wśród ciał roztrzaskanych na skale? Że będzie można to wrzucić na żółty/czerwony/migający pasek? Co jest z wami ludzie? 
Albo z innej strony. Dość często pojawiają się informacje ze świata medycyny, że dzięki taki a takim osiągnięciom udało uratowac się życie / ulżyc w cierpieniu / po prostu pomóc. Poświęca się 2 zdania na temat dobrej strony (że otwierają się nowe możliwości, że będzie można pomóc większej liczbie chorych, że się coś poprawia) i 2 akapity na pytania "A wcześniej pani bardzo cierpiała? bardzo bolało? Bała się pani? Nikt nie chciał pomóc? Nie było pieniędzy?" Pytania które nie mają wiele wspólnego z troską tylko tanią sensacją...

Co przelało czarę goryczy?

Kilka dni temu zobaczyłam film "Wolny strzelec". Głupio zrobiłam że włączyłam to sobie przed snem. Bo żeby zasnąć musiałam wspomóc się potem tabletką. Byłam wzburzona, obrzydzona, rozczarowana. Przez chwilę zwątpiłam w ludzi. Bo niektórzy z nas już nie są ludźmi.
Film nie odpowiada polskim realiom. A może JESZCZE nie odpowiada? Nie wiem, ale tak naprawdę co to za różnica?
Nie będę opowiadać o filmie, mam wrażenie, że jestem ostatnią osoba która go widziała.

Chciałabym dalej wierzyć w dobre dziennikarstwo, ale póki co rozwija się we mnie przekonanie, że teraz na uwagę zasługują tylko serwisy sportowe i pogodowe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz