środa, 18 marca 2015

Dlaczego warto wziąć pod uwagę prywatną uczelnię

Kiedy zaczynałam 4 lata temu przygodę ze studiowaniem, nie brałam nawet pod uwagę prywatnej uczelni. Miał na to oczywiście wpływ fakt, że niewiele jest prywatnych jednostek oferujących interesujący mnie wówczas kierunek, ale tak naprawdę nie traktowałam wtedy uczelni prywatnych jako "prawdziwe" uczelnie, do "prawdziwego" studiowania. Raczej jako miejsca do produkcji ludzi którym zależy tylko na papierku.

Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy pół roku temu sama stałam się studentką takiej prywatnej placówki. Miałam też już duże doświadczenie w studiowaniu na państwowej politechnice, także było co porównywać. 

Ten wpis nie będzie o tym, dlaczego nie warto iść na państwową uczelnię - dziś nie będzie o negatywach. Będzie o tym dlaczego warto rozważyć uczelnię prywatną. Może komuś to się przyda, może komuś otworzy oczy, pomoże podjąć decyzję, albo chociaż zmieni trochę punkt widzenia. 

1. Szkoły prywatne oferują niszowe kierunki. 
Rzecz jasna, oferują tez te najbardziej popularne i oblegane, ale wiele z nich ma w swojej ofercie kierunki rzadkie. Tak było w moim przypadku. Interesujący mnie kierunek na Pomorzu nie oferowała żadna szkoła państwowa, najbliższe były na Mazowszu. Natomiast znalazły się dwie prywatne, które miały go w swojej ofercie. Po prostym rachunku ekonomicznym, wybór był oczywisty.

2. Na prywatnych uczelniach "inaczej" traktuje się ludzi.
No cóż, smutna prawda. Smutna z perspektywy szkół państwowych. Na uczelni prywatnej zawsze da się "po ludzku" dogadać, raczej nikt nikogo nie traktuje z góry i nie ofukuje. Panie w dziekanacie chcą pomóc, a nie zamordować, z uśmiechem odpowiadają "dzień dobry", a prowadzący jakby przypominają sobie, że studenci to też ludzie, którym zdarzają się lepsze/gorsze dni, wypadki życiowe etc. 

3. Grupy są mniejsze -> odnosisz więcej korzyści z zajęć.
Tak wynika przynajmniej z mojego doświadczenia. Co prawda ja na prywatnej uczelni studiuję zaocznie, ale z moich informacji wynika, że na dziennych jest tak podobnie. Grupy są mniej liczne, zatem prowadzący mają więcej czasu dla każdej osoby. Mogą do każdego podejść, każdemu osobno coś wytłumaczyć - i tak faktycznie się to u mnie odbywa. Student nie czuję się rodzynkiem w blasze drożdżowego ciasta, tylko jedną z wisienek na torcie.

4. Nie każda uczelnia prywatna jest "maszynką do robienia pieniędzy i wypluwania bezrobotnych magistrów za mało zdolnych na uczelnię państwową".
Szkoła do której chodzę została założona przez profesorów państwowych uczelni. Tak, są na niej również kierunki, które mają podnieść rentowność - inaczej pewnie nie miałaby prawa bytu. Ale to nie znaczy, że produkuje roszczeniowych ludzi z nic niewartym papierem. Pracujący tam ludzie widać, że są ludźmi z pasją którzy chcą tam być i przekazać najwięcej jak mogą. A ludzie kończący tam studia znajdują potem pracę. Nie, nie w KFC. W zawodzie. 

5. Nie jest prawdą, że na prywatnej uczelni wystarczy "być" by zaliczyć. 
Punktuję to jako zaletę, choć niektórzy pewnie popukają mnie w czoło. Jak to? Chcę się narobić? A no chcę, chcę się nauczyć. U mnie trzeba przystąpić do konkretnych zaliczeń, w konkretnych terminach, oddać projekty wykonane na odpowiednim poziomie. Być to mogę albo nie, ale jak mnie nie ma to wiadomo, że nie patrzą na to najlepiej. Trzeba wykonać pracę. I bardzo dobrze, inaczej wątpiłabym, że płacę za coś sensownego. 

6. Za studia na prywatnej uczelni trzeba płacić. 
Truizm. No i jaka zaleta? Duża, bo mam wrażenie, że ten fakt sprawia, że:
a) studiują faktycznie ci którzy tego chcą, potrzebują, są zmotywowani,
b) nie traktuje się studentów jako zło konieczne, a w sumie to takie przeszkadzające elementy.
A poza tym, okazuje się że nie zawsze trzeba tam płacić, bo np. można... wygrać indeks. 

7. Uczelnie prywatne stwarzają więcej możliwości.
Mam na myśli możliwości związane mniej i bardziej ze studiowaniem. Na swojej uczelni ciągle natykam się na ogłoszenia o stażach, o pracy, o praktykach, o kursach organizowanych przez uczelnię (dotyczące programów komputerowych, rozwoju osobistego itp.). Na uczelni państwowej... no trochę bieda pod tym względem.

Nie mówię, że te punkty będą reprezentatywne dla wszystkich uczelni prywatnych, bo opieram się tylko na własnym doświadczeniu i relacji kilku znajomych. Ale jeszcze pół roku temu byłam przekonana, że wszystkie prywatne placówki to buble, miejsca nie warte pieniędzy i uwagi. I to była krzywdząca opinia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz