piątek, 16 stycznia 2015

Polski kandydat do Oscara - Ida

Na fali zachwytów nad polskim obrazem - "Idą" stwierdziłam, że... nie widziałam jej! Pamiętałam, że dostała nagrody na festiwalu w Gdyni, nawet że była w kinie. Ale nie widziałam tego filmu.
Docierające do mnie kolejne pochlebne recenzje na temat tego filmu skusiły mnie do zapoznania z nim. 

Szkoda, że tak późno. Bo obraz jest naprawdę przepiękny. Ten film mogłby w ogóle nie mieć tekstu, można go oglądać z wyłączonym dźwiękiem i niewiele się wówczas straci. Bo jego najsilniejszym narzędziem przekazu i najpiękniejszym zarazem są czarno-białe zdjęcia. każde ujęcie to małe dzieło sztuki. Każda scena potrafi zachwycić. Trochę jak zlepek niepowtarzalnych fotografii. Każda ze scen mogłaby być plakatem do filmu. Zdjęcia są tak piękne, że poruszają najczulsze struny, wzruszają po prostu.
Ale oczywiście to nie jedyna zaleta. Drugą wielką zaletą jest Agata Kulesza. Moim zdaniem "robi" ten film. Świetna kreacja. 
I na koniec historia zamknięta w 80 minutach. Kiedy wyszłam już z wrażenia dotyczącego dosłownie tego co oglądałam dotarłam do sedna sprawy. Film porusza delikatny temat relacji polsko-żydowskich. Ale robi to w tak subtelny sposób, że wydaje mi się, że w nikim nie wzbudzi oburzenia. Historia współżycia Polaków i Żydów jest zawsze była kolorowa. Wiadomo, że jest naznaczona dramatami. "Ida" pokazuje to w dokonały sposób. Nienachalnie, zbalansowanie. Na pierwszym miejscu jest historia młodej zakonnicy, a dopiero gdzieś za nią ten zasadniczy cel, bardziej uniwersalny. 
Co tu dużo mówić. Dobrze, że w końcu zobaczyłam "Idę"!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz