sobota, 31 stycznia 2015

Podsumowanie miesiąca

Styczeń dobiegł do końca. Rzućmy okiem jaki był ten miesiąc, jak się prezentuje w zestawieniu z postanowieniami.

Od strony kulturalnej było bardzo dobrze. Przeszłam przez dwa bardzo dobre tytuły książkowe. Zobaczyłam również dwa świetne filmy i rozpoczęłam jeden naprawdę dobry serial - chwilowo odstawiony na półkę z powodu nawału obowiązków. Mowa o "Mad Manie". Może skuszę się na bardziej rozbudowaną recenzję kiedy skończe chociażby pierwszy sezon. Póki co - po 4 odcinkach jestem zauroczona :)

Od strony "dbaj o siebie człowieku, drugiej szansy nie będzie" również jest całkiem dobrze! Przez pierwsze 2 tygodnie rozpoczynałam dzień szklanką wody z cytryną, potem... zapominałam o zakupie cytryn więc wróciłam do rytuału kilka dni temu. 
Szklanka wody z cytryną (i miodem) okazała się naprawdę niesamowitą sprawą. Czułam się dzięki niej pobudzona, obudzona, "wkładałam" coś do żołądka na dzień dobry, a nie była to kawa na pusty ruszt - co jak wiadomo nie jest zdrowe. 
Poza tym zapisze na poczet sukcesu aktywność fizyczną. Co prawda basen nie stał się póki co namiętną rutyną, ale polubiłam się z filmikami z ćwiczeniami Mel B. Nad basenem jeszcze popracuję, szkoda żeby karnet się zmarnował ;) Generalnie rzecz ujmując udało mi się lekko przekroczyć granicę 1 trening/tydzień. Nie jest to tylko co plan zakładał - dlaczego więc uznaję za sukces? Bo było nie było, jak robi się coś raz w tygodniu to jest to już jakis nawyk, wstęp do zwiększenia intensywności.
I jeszcze jedna rzecz - już PRAWIE codziennie udaje mi się wklepać krem pod oczy, więc zmarchy miejcie się na baczności.

W kwestii rozwoju osobistego, edukacji, kariery przeżywam z lekka karuzelę. Miałam się w tym roku nie bronić... okazało się że jednak będę się bronić. Okazało się to w momencie, gdy miałam już zaplanowany, opłacony wyjazd, zamysł by skupić się teraz na trochę zaniedbanej architekturze i plany na najbliższy +/- rok i wszystko ułożone jak w pudełeczku. 
W związku z tym, że nijako stanęłam przed szansą obrony terminowej i jednocześnie możliwością kontynuowania studiów to... żal byłoby nie skorzystać.
Ale okazało się, że kiedy mierzę się ze sprawami takiego kalibru, które w dodatku mnie zaskoczyły to nie jestem wielozadaniowa. Architekturę odłożyłam do czasu obrony zupełnie. 
2 lutego - dead line.
Potem do 6 postaram się nadrobić maksymalnie dużo, a jakby co to po powrocie poświecę trochę oczami - no trudno.
NIECH BĘDZIE TO JASNE - NIE PODDAJĘ SIĘ Z NICZYM, ARCHITEKTURA NADAL NA TAPECIE TYLKO TERAZ MUSI USTAPIĆ TROSZKĘ MIEJSCA!

Na koniec jedna rzecz, która przyszła mi do głowy, którą sobie uświadomiłam i jest to miłe zaskoczenie. W tym miesiącu udało mi sie byc trochę bardziej na bieżąco ze sprawami... bieżącymi - polityka, aktualne sprawy kraju, serwisy informacyjne, prasa. Szczególnie za powrót do prasy jestem sobie wdzięczna, bo przez cały styczeń zaskakiwały mnie pozytywnie wydania Newsweeka, w którym znalazłam naprawdę dobre artykuły. Oczywiście nie tylko o polityce, ale głównie. 

I jeszcze jedno - wkręcam się w czytanie blogów motywacyjnych, lifestylowych, "życiowych". Bardzo bardzo dobrze na mnie wpływają i dają pewnego kopniaka. O ile o kosmetykach wolę słuchać, a ten temat też lubię jak każdy babsztylek, to o "ogarnianiu życia" wolę czytać. Chwała wszystkim blogerkom, u których w ostatnim miesiącu spędziłam tyle czasu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz